29.01 20131

Autostrady – mit rządowych pseudokapitalistów

Dlaczego nie latamy samolotami?

Bo mamy autostrady!

Dlaczego nie mamy prywatnych lotnisk?

Bo mamy autostrady!

Dlaczego nie mamy bogatych domów?

Bo mamy autostrady!

Mit o autostradach „tworzących” miejsca pracy i „rozwijających” gospodarkę jest popularny od czasów socjalisty-Hitlera, który za pomocą robót publicznych przy budowie niemieckich autostrad próbował (bezskutecznie) ożywić niemiecką gospodarkę wyniszczoną inflacją lat dwudziestych. Już Mises krytykował te działania, wskazując na nonsens budowania autostrad, po których nikt nie jeździ (do dziś są w Niemczech takie autostrady, które straszą pustkami). Niemniej lobby cementowo-asfaltowo-budowlane ciągle karmi polityków, a ci z kolei karmią uzależnione od siebie media głupkowatymi argumentami, że autostrady ciągną gospodarkę. 

                                 polska autostrada

Jest kilka argumentów wskazujących na to, że autostrady nie spełniają pokładanych w nich nadziei.

Pierwszy jest taki, że cała argumentacja pro-autostradowa jest oparta na micie wybitej szyby, wskazywanym już ponad sto lat temu przez Bastiata. Jak ktoś chce, to znajdzie ten esej bez trudu w internecie. Autostrady widać, ale wielu innych, bardziej efektywnych rozwiązań nie widać. Choćby prywatnych lotnisk, samolotów, helikopterów… zwłaszcza w Europie, a szczególnie w Polsce. Dlaczego? Bo autostrady są bardzo medialne, można je np. obejrzeć z helikoptera – RZĄDOWEGO! I pokazać w powiązanej z rządem TVN jako sukces… rządu oczywiście. Nie widać z tego helikoptera zniszczonych przez autostrady miejsc pracy, bo chleb, zamiast być wypiekany w lokalnej piekarni jest dowożony wiele kilometrów TIR-ami jadącymi po zafundowanej przez biedotę autostradzie, która tę autostradę spłaca w cenie zwiększonej ceny chleba właśnie, co niewiele osób chce zauważyć.

Drugi jest taki, że autostrady mogłyby być owocem rozwoju gospodarczego, ale nie mogą być jej motorem, bo właśnie „wessały” ogromną część bieżących dochodów obywateli, uniemożliwiając im kumulację kapitału. Powstały bowiem z nieistniejących wcześniej pieniędzy, które wyemitowano przez kredyty bankowe na podstawie przywileju nadanego bankom przez… zgadnijcie… tak! Rząd!

I mamy autostrady za dwa razy darmo! Oczywiście darmo dla rządu, bo nic go pobudowanie autostrad nie kosztuje. Dwa, nawet firmy (powiązane z rządem oczywiście), które te autostrady miały pobudować, swoim podwykonawcom nie zapłaciły (jak wiadomo z gazet), więc rządowa klika obłowiła się na wszystkich obywatelach, którzy ucierpią w wyniku inflacji oraz bezpośrednio na podwykonawcach, którzy zbankrutują nie mogąc poregulować swoich zobowiązań wobec… państwa właśnie, bo przecież VAT i CIT trzeba zapłacić nawet, jeśli faktury nie zostały uregulowane przez rządową mafię.

Trzeci argument jest taki, że przez autostrady wielkie korporacje mogą konkurować łatwiej z lokalnymi producentami, bo znacznie spadają im koszty dowozu swoich towarów. Nie, żebym był za samowystarczalnością regionów, wręcz przeciwnie. Ale takie wymuszenie „konkurencyjności” jest nieludzkie ze strony rządzących, gdyż w sposób nienaturalny każe się płacić tubylcom za autostrady, a potem się zalewa ich teren towarami produkowanymi na zewnątrz regionu mówiąc: „też możecie swoje towary wywozić, tylko wpierw spłaćcie odsetki od kredytów na autostrady”.

Czwarty jest taki, że kredyty na autostrady nigdy nie będą spłacone. One nigdy nie miały być spłacane. Są bowiem takimi kredytami, od których kapitału nie spłaca się nawet w założeniach. Chodzi tylko o to, by wpędzić poddanych w spiralę zadłużenia, jak to robili kiedyś wyzyskiwacze w domach publicznych w Paryżu (widziałem w muzeum – pojedźcie i zobaczcie). Tam też właściciel burdelu wystawiał tak wysokie rachunki za wikt i opierunek, by dziewczyny nie mogły się nigdy wyzwolić i do końca swoich dni służyły jako niewolnice swoim właścicielom, choć formalnie były wolne.

I takimi biednymi, zniewolonymi dziewczynami z domu publicznego jesteśmy i będziemy tak długo, aż nie zrozumiemy, że nasze ciała są naszą własnością, a żaden rząd (zwłaszcza „demokratyczny”) nie ma prawa nas w niewolę długu wpędzać. Choćby autostrady, estakady i stadiony były nie wiem jak piękne i funkcjonalne, a nie są.

Aha… i nie mówcie, że lotniska już mamy! Mi chodzi o tysiące lotnisk, z których startuje i ląduje setki tysięcy samolocików i helikopterów, które nie potrzebują zezwoleń i rejestracji. I choć to inny temat, od razu zaznaczam: handel morski rozwinął się sam, w oparciu o prywatne statki i prywatne porty, również o prywatne ubezpieczenia, które spokojnie, bez udziału głupich i pazernych urzędników rozwijały się przez wieki.

 

1 Comment for "Autostrady – mit rządowych pseudokapitalistów"

  1. Marcelle 21 października 2013

    Witold napisał(a):Na pewno był bradzo wygodny i bezpieczniejszy w czasach gdy jeździło się konno z bronią przy pasie Mając przeciwnika po prawej stronie łatwiej było go pacnąć mieczem w razie jakiejś zwady A co do reszty: wydaje mi się, że to po prostu kwestia przyzwyczajenia

    Odpowiedz

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

20:45