25.01 20130

Duch oszustwa i kradzieży wśród przedsiębiorców

Można mnie mieć za zwariowanego zwolennika wolnego rynku. I jestem nim. W swoich wypowiedziach często krytykuję etatyzm, urzędników i tak dalej. I może myślicie, że będę bronił przedsiębiorców? Tak, będę! Bo są najbardziej pogardzaną, ciemiężoną i ograbianą grupą ludzi!

Nie znaczy to jednak, że każdy przedsiębiorca to kandydat na świętego. Niestety nie, chociaż do przedsiębiorczości każdy z nas jest powołany i jest to na pewno droga do świętości.

Dziś wytknę przedsiębiorcom ich grzechy. I nie będzie to kwestia unikania podatków, niepłacenia pracownikom lub dostawcom. To się zdarza, ale radzenie sobie z takimi problemami to część przedsiębiorczości właśnie. Kwestia zaufania kontraktowego, powiedziałbym, relatywnie łatwa do egzekucji sądownie.

Chodzi o dwa rodzaje nieuczciwości, które trudno jest wyegzekwować sądownie i kontraktowo, a które są powszechną bolączką.
Pierwsza, to skłonność do okradania innych przedsiębiorców. Tak po prostu, wprost i ohydnie bezpośrednio.

Przybiera różne formy. Najbardziej znana i komentowana przy kawie to przekupowanie pracowników innej firmy, by otrzymać zamówienie. Taka „prowizja” jest często wymuszana przez samych pracowników np. Działu Zaopatrzenia. Praktyka musi być częsta, bo gdy na jednym ze spotkań nobliwego stowarzyszenia firm poruszyłem temat przy śniadaniu, że to jest nieuczciwa praktyka, której należy unikać, z oburzeniem, gremialnie skomentowano, że żyję w nierealnym świecie i… natychmiast cala sala przestała nawiązywać ze mną kontakt niewerbalny. Znacie to uczucie, gdy stajecie się „persona non grata” w jakiejś grupie? Dałem sobie więc spokój i wyjechałem. Zresztą było to spotkanie przedsiębiorców poświęcone…. tak! Nie mylicie się! Etyce prowadzenia działalności gospodarczej!

Ale są kradzieże przedsiębiorców, o których nie mówi się nawet przy kawie. A jeśli, to w tonie przechwałki. Na przykład przekupowanie pracowników innej firmy do wykonania lewizny. Najczęściej pracowników serwisu, żeby wykonali swoją pracę „prywatnie”. Niby, że jak po godzinach serwisant pojedzie do klienta i weźmie połowę stawki godzinowej, to nie będzie kradzież? Nie! To jest traktowane jako popis przedsiębiorczości! I to czasem po obu stronach. Pracownicy innych firm wręcz chwalili mi się takimi praktykami! A spotkałem nawet pracodawcę, który z takiego procederu zrobił sobie sam furtkę do dzielenia się zarobionymi „na lewo” pieniędzmi. Wiedząc, że prawie każdy klient będzie chciał namówić jego pracownika do wykonania lewizny po niższej stawce, umówił się z pracownikami co do jej wysokości i dzielą się po połowie, oczywiście bez podatku i ZUS.
Zaznaczam, nie są to przypadki najemników, ale innych przedsiębiorców okradających innych przedsiębiorców! Ciekaw jestem, co by zrobili, gdyby to ich pracowników namawiano do takich praktyk? Jak by wtedy zareagowali? Co wtedy myślą i… czy myślą?

Znany jest mi nawet przypadek, gdy jeden przedsiębiorca wszedł z pracownikiem innej małej firmy prywatnej do ich magazynu (awaryjnie, chciano mu pomóc w nagłym przypadku!) i namawiał pracownika, by ukradł dla niego z półki podzespół o wartości prawie 9000 złotych, oferując od ręki… 200 złotych.

Jest jeszcze jeden przypadek działania ducha kradzieży wśród przedsiębiorców, który obserwujemy powszechnie i czytamy o tym w gazetach, a nie robimy z tym nic. Chodzi o blokowanie wejścia konkurencji na dany obszar rynku. I nie występuje to tylko w odniesieniu do pragnienia blokowania wejścia wielkich korporacji. Przykład? Na jednej z nobliwych konferencji przedsiębiorców odbywa się spotkanie z panem Buzkiem. Wstaje pani prowadząca restaurację przy drodze i mówi, żeby zablokować to panoszenie się McDonalda, bo oni wszędzie te restauracje stawiają, a tam takie jedzenie niezdrowe… Zauważacie, jaka troska o zdrowie klientów? Tylko o klientów chodziło oczywiście!

Ale jakie zagraniczne korporacje chciały wejść na rynek taksówkarzy? Przecież tu chodziło tylko o to, by inni biedacy nie mogli sobie za łatwo dorobić wożeniem pasażerów. Miałem nadzieję, że Gowin się nie ugnie, niestety jak zawsze w społeczeństwie pro-złodziejsko nastawionym, socjalizm i judaszowska „troska o biednych” tym razem „biednych” pasażerów, wygrała.

Konkludując, proszę pokornie czytelników, by nie myśleli, że „jadę” wyłącznie po urzędnikach. Ja nie krytykuję grup, chcę tylko zwrócić uwagę na nasze antyrynkowe, nieuczciwe i obłudne zachowania. One prowadzą do socjalizmu, a dalej do zniewolenia, nędzy i głodu, z kanibalizmem jak w Korei Północnej włącznie.

Skomentuj

Jeśli spodobał Ci się mój wpis, zostaw swój komentarz. Chętnie poznam Twoje zdanie!

Dodaj komentarz



Warsaw

19:05